Jeśli coś robisz, rób to dla siebie… Kim był Jan Stanisław Kubary – biografia cz.3

Dobry wieczór 🙂

Powoli, wciąż jednak nieustannie płynie czas, przybliżając mnie do upragnionego terminu 🙂 Myślę, że wraz z upływem lutego wszystko potem potoczy się tak szybko, jak za pstryknięciem palcami.

Ale ten czas jest właśnie po to, aby cała wyprawa nabrała odpowiednich kształtów i wartości. Ostatnio na przykład, dostałam propozycję opowiedzenia o mojej wyprawie w radiu EM 🙂

Na początku trochę się zestresowałam. Nigdy nie byłam gościem w radiu. W zasadzie nawet, jeśli mam być szczera, nigdy nie opowiadałam szerokiej grupie odbiorców o czymkolwiek… Słowo pisane – dla mnie jako introwertyka jest idealnym sposobem komunikacji. Jednak nie będę się oszukiwać, że nie lubię gadać na tematy w których czuję się dobrze i mam do tego odpowiednią wiedzę 🙂 Kiedy połączyć to z fajnymi ludźmi, to mogę rozmawiać nawet całą noc 🙂

Ale radio? Wystąpienie publiczne? Czy nie popląta mi się język? Czy nie zatnę się na wiecznym „yyyyy”? Albo „eeee”? – chyba każdy by się nad tym zastanawiał.

Życie jednak nie polega tylko i wyłącznie na samym zastanawianiu się, dlatego też ostatecznie perspektywa opowiedzenia w radiu o mojej wyprawie wydała się ekscytująca. W końcu – dlaczego nie?

A no już wam piszę dlaczego XD

Ponieważ jestem nadal w UK hehe To trochę komplikuje sprawy, jednakże napisałam wiadomość do redaktorów jak się sprawy mają i gdyby coś ostatecznie z tego wynikło, to na pewno się pochwalę i dam znać 😀

Tutaj możecie posłuchać niektórych podróżniczych audycji tego radia:

Magazyn Podróżniczy Radia EM

Ta cała sprawa z radiem dała mi troszkę do myślenia… Wiecie, te wszystkie różne wyprawy, ekspedycje itp. mają tyle patronów medialnych, sponsorów i pytanie teraz tylko – czy są one robione dla „pieniędzy i chwały” czy dla siebie samego? Dla satysfakcji własnej?

No bo zobaczcie, już chyba nikt nie jedzie „gdzieś” bez pisania o tym w internecie, bez rozgłosu choćby tylko wśród facebookowych przyjaciół, bez ładnie zmontowanego filmiku z wyjazdu itp. (pomijam oczywisty fakt wypraw naprawdę pionierskich, które chociażby dla dobra nauki muszą być udokumentowane).

Być może moim wyjazdem nie zainteresują się żadne media… Ale czy to jest naprawdę takie ważne, żeby moja twarz pojawiła się gdzieś na portalu czy magazynie? Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że o ile sama wyprawa mogłaby być zauważona (po to przecież piszę między innymi tego bloga) to ja sama niekoniecznie już chciałabym być na świeczniku. Lubię swoją prywatność, lubię o niektórych sprawach rozmawiać tylko z przyjaciółmi i nie rozumiem ciągłego wystawiania siebie oraz swojego życia pod ostrzał innych ludzi.

Chyba najważniejsze jest, żeby robić coś, bo chcesz to zrobić dla siebie. Bo czujesz, że to jest właśnie to, co powinieneś zrobić. Po prostu banalnie – podążać za głosem swojego serca 🙂 Nie raz się już przekonałam, że ludzie potrafią wyczuć szczerość i pasję w tym co robisz. Jeśli to właśnie masz – to nie potrzebujesz niczego innego 🙂

mountain-768333_640

Ponieważ zrobiło się odrobinę zbyt górnolotnie 😀 to napiszę wam, że ja mam coś jeszcze więcej hehe Pamiętacie jak pisałam, że potrzebuję nowego plecaka?

Oto on:

28170621_1418955594883235_1714086724_o

Ledwie go dostałam a już uwielbiam. Dodatkowo kupiłam także dwa dzienniki – jeden do notatek z wyjazdu, a drugi do zapisków prywatnych 😉 Jestem bardzo zadowolona z zakupów, teraz potrzebuję jeszcze tylko dokupić parę ciuchów na gorące dni, ale tak w zasadzie… Mogłabym zapakować się tylko w ten plecak i już pojechać…

28275258_1418955281549933_714202624_o

Casper nie podziela mojego entuzjazmu, dla niego spanko jest jak zwykle ważniejsze XD


Jan Kubary skończył więc swoją pierwszą mikronezyjską podróż.

Udaje się on więc do Warszawy za wstawiennictwem pracodawcy oraz konsula rosyjskiego w Hamburgu hr.Cassiniego.

W tym czasie Kubary spotkał się z Janem Sztolcmanem (ten Jan z kolei badał okolice Limy, przeszedł Kordyliery i wzdłuż Amazonki dotarł do portu Belem). O ich przyjaźni wiemy niewiele. Jan opisał Kubarego w następujący sposób:

„Człowiek nieco poniżej średniego wzrostu, ciemny brunet o włosach kędzierzawych, o czarnych, przenikliwych oczach ale otwarcie i uczciwie patrzących. Spostrzegłem, że ma ręce tatuowane po same pięści […], ma i całe nogi tatuowane, z czego wywnioskowałem że jest na całym ciele pokryty tatuażami, com zaraz potem stwierdził, gdy mu się koszula na piersiach odchyliła.”

W ostatnich dniach września 1875 r. Kubary wypływa ponownie na wody Oceanu Spokojnego. Podróż trwała 5  miesięcy i w końcu lutego 1876 r. Kubary ląduje w Polinezji.

sailboat-459794_960_720

Tym razem siedzibą Kubarego miała być wyspa Ponape. Oto jak wyglądała założona przez niego tam plantacja:

„Zbliżając się od północy do wyspy Ponape, po przejściu przez cieśninę Jokaj Passage, znajdziemy się przed wysepkami Peipalap i Takatik. Minąwszy je i udając się w górę rzeki Pillapenda Kola, dotarlibyśmy do byłej posiadłości Kubarego, należącej obecnie do właściciela ponapejskich plantacji, Henry’ego Nanpei, nazwanej w tamtych czasach Mpomp lub Inpompo.”

Zarówno ogród jak i plantacja znajdowały się w sąsiedztwie ówczesnej kolonii hiszpańskiej Santiago. Uprawiał palmy kokosowe, krzewy cytrynowe, drzewa pomarańczowe, ananasy ale i guawy, kakao, drzewa mango, kawę z Filipin i betel z Karolin.

To nowe hobby spotkało się z uznawaniem za dziwne. Sprowadził on tu także bydło rogate nieznane dotychczas na Ponape.

W 1876 r. Kubary urządza święta Bożego Narodzenia na ok. 80 osób, chcąc w ten sposób wyrazić krajowcom swoją wdzięczność i zapoznać ich z polskim zwyczajem. W lutym 1877 r. udaje się na wyspy Hogolen albo Ruk (obecnie Truk). Okoliczności jednak nie były sprzyjające i ostatecznie wylądował on na Mortlock (Lukunovo) na pięć miesięcy. W następnym roku udaje się na Ruk na 14 miesięcy.

W sierpniu 1879 r.  powraca na Ponape, gdzie we wrześniu nieoczekiwanie dostaje wiadomość o zwolnieniu go z zajmowanego stanowiska. Wynikło to z krytycznego położenia domu Godeffroy, który 1 grudnia 1879 r. ogłasza bankructwo…

Był to ogromny cios dla Kubarego. Został on teraz skazany na dochody z plantacji. W międzyczasie ożenił się z Anną Yeliot, a ich syn zmarł dość szybko… Na jego grobie Jan posadził 4 drzewa Ylang – Ylang, mające zapewnić mu spokój.

0165jfCananga_odorata_Aliaga_Philippinesfvf_06

Mimo wysiłków, plantacja nie przynosiła oczekiwanych dochodów i została zlicytowana. Państwo Kubary zostali bez środków do życia…

W poszukiwaniu pracy, w marcu 1882 r. udaje się on do Japonii. Najpierw do Jokohamy, potem do Tokio, gdzie przejściowo zatrudniony był w muzeum. Zwolniony, udaje się do Hong Kongu, a stamtąd przez Guam i Jap, znów na Palau, by pracować w muzeum w Lejdzie, a to dzięki jego przyjaciołom i ludziom nauki. Niestety, do podpisania umowy nie doszło (wedle relacji, przyczyny tkwiły w zbyt wygórowanych żądaniach finansowych).

Anna z Janem pozostaje na Palau, gdzie mieszkają w małym domku nad mostem kamiennym Ngaragelug w Melekeiok.

Tam rodzi się im córka, nazwana Pelau a potem Izabella. Palauczycy pamiętający zasługi Kubarego podczas epidemii grypy, wkrótce dali mu najpiękniejszy dom gminny – Bai a Iliud.


Koniec części 3


Jak więc widać, w życiu może wydarzyć się wszystko – nigdy nie wiesz, kiedy i z której strony nadejdzie cios… Ale też nigdy nie wiesz, kto wyciągnie do ciebie pomocną dłoń 🙂

Miłego wieczoru!

8 komentarzy Dodaj własny

  1. Natalia Czelen pisze:

    Twój ewentualny występ w radio przypomniał by wielu ludziom, że kiedyś żył taki jeden wyjątkowy facet… P.S. fajny plecak 😀

    Polubienie

  2. Piecalka pisze:

    Heh jak ja często angielskiego 😂🤭

    Polubienie

  3. Wooow! Zagmatwane miał to życie, „z deka” rzucało go po świecie… 😛 Ech, i takie fajne czasy – jeszcze „nieobcykane”, nie zadeptane tak cąłkowicie… Bo dzisiaj to fakt, każdy może obfotografować i streścic nawet wyprawę do spożywczaka, no nie mówiąc już o tak daaalekich wyprawach jak na drugi koniec świata – które aż się proszą o udokumentowanie! Hm… tylko kminie…. Ylang – Ylang? Dziś uchodzi chyba raczej za Afrodyzjak… ale może ma jeszcze jakieś znaczenie/symbolikę o której nie wiem?

    Polubienie

    1. No wtedy to można było jeszcze być tym pionierem w podróżach ehhe no ale świat idzie do przodu 🙂 Wiesz, ja nie jestem przeciwnikiem postępu i technologi ale jestem zwolennikiem używania ich z głową 😀
      Co do tych kwiatów, to też dokładnie nie wiem, zapytam tam kogoś jak pojadę hehe Ale o afrodyzjaku nic nie słyszałam, tam to były po prostu kwiaty ozdobne a ich zapach miał uspokajać itp. więc może dlatego je posadził, żeby przynosiły ukojenie. Kiedy obczajałam te kwiaty na YT okazało, że wykorzystują je do produkcji Chanel nr.5 hehe. Czyli ponacieram się tymi kwiatkami i będę się czuć bogato XD

      Polubienie

      1. Ej, no ukojenie… no w sumie to też można podpiąć pod afrodyzjak, a przynajmniej one nie tylko maja zaraz dziko pobudzać, ale w ogóle wprowadzać w nastrój…. ;P Ale w sumie zdradzisz mi działanie zapachu po najbliższym praniu. XD

        Polubienie

        1. A może to też zależy od kraju/wyspy i ludzi? Azjaci wierzą, że sproszkowane kły słonia to afrodyzjak… jak to się kończy to wiemy…

          Polubienie

  4. Piecalka pisze:

    Das ist großartig 👏💪👍👌✍️
    Ps.cooler Rucksack 👌🏕

    Polubienie

    1. Ich weiß 😀 – huehuehue musiałam użyć google translatora XD

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s