Dziennik osobisty – 19 czerwiec 2018

Chciałam coś napisać wczoraj, ale jet lag nie odpuszcza. Strasznie mnie to irytuje, bo niejako odbiera mi przyjemność z odkrywania tego miejsca. Poza tym te upały… Jestem ciągle zmęczona, ale walczę z tym… 🙂

w zasadzie nie wiem, czego obecnie doświadczam. Być może to jakiś rodzaj szoku kulturowego. O! właśnie zgasło światło w hotelu. Wczoraj też mieli ten problem. Na szczęście nie jest to takie częste i uciążliwe – można spokojnie naładować telefon czy tablet, te przerwy trwają zazwyczaj 5-10 minut.

Lecz wracając do tematu – pośród bólu głowy i bezsenności, czuję się tu dość wyobcowanie. Nie wtopię się w tłum, choćbym bardzo tego chciała, bo przecież nadal jestem tą nieporadną białaską, którą miejscowi widzą z daleka 😀 Gdzieniegdzie odnoszę wrażenie, że ludzie są do mnie zdystansowani, inni natomiast życzliwie chcą mi pomóc i są mnie ciekawi. Są to – jak to najczęściej bywa – mężczyźni. Ta zależność płci występuje wszędzie 😛 Może wzbudzam jakieś opiekuńcze instynkty w mężczyznach, kiedy widzą samotną kobietę łażącą bez celu XD

447

Nie znam tutejszych ludzi i nie bardzo wiem, co o nich sadzić. Wspominano mi, że są serdeczni i przyjacielscy – natomiast było to 20 lat temu i zastanawiałam się, czy wiele się od tego czasu zmieniło. Czy i tutaj dotarło to nieznośne traktowanie białych jak bankomatów (niektóre kraje Azji, czy Afryki), czy dotarło tutaj także to wszystko, co negatywne w naszym zachodnim świecie. Byłam więc czujna i na własnej skórze chciałam się przekonać, czy bycie obcym oznacza tutaj tylko szansę na zarobek dla miejscowych, czy szansę na zwyczajne poznanie drugiego człowieka.

439

Wytrącić jeszcze tutaj muszę, że nie jestem fanem „taniego” podróżowania. Nie chcę wykorzystywać dobroci ludzkich serc na darmowe noclegi, darmową wyżerkę, darmową podwózkę itp. Pamiętajmy, że Mikronezja nie należy do bogatych krajów. Wielu żyje tu z minimalnej stawki, albo i nawet poniżej jej. Dlatego mnie nie chodziło o żerowanie na miejscowej ludności – chciałam im płacić, ale chciałam płacić uczciwie. Nie jestem typem osoby podróżującej, która skąpi na wszystko byleby tylko uzyskać coś najtaniej i… niestety, nie uważam, aby podróżowanie było darmowe, jak to większość blogerów czy youtuberów próbuje ludziom wmawiać. Jasne, można to robić bardzo tanio, ale nie oszukujmy się – gotówka musi być – czy to na bilet, czy na ubezpieczenie, czy na czarną godzinę. No i jeśli nie lubisz grzebać po śmietnikach za jedzeniem (a o to tu trudno :D), to też parę dolarów na posiłek jest wskazany. No dobra, macie darmowe banany XD Jak je znajdziecie i to nie w miejscu prywatnej posesji, bo większość terenów na wyspie to właśnie ni mniej, ni więcej ale prywatne tereny.

Także cebuli mówię stanowcze nie 🙂 Każdy ma swoje zasady podróżowania i takie są moje 🙂

Wczoraj zmusiłam się do wstania i poszłam na śniadanie. Przy okazji okazało się, kiedy chciałam uregulować rachunek, że policzono mi za pokój o 10 dolarów więcej niż było to uzgodnione… ;/ Cóż, zorientowałam się już po śniadaniu, kiedy zerknęłam na rachunek – duży minus, no ale jak jestem łajza to sama sobie winna, że wcześniej na to nie zareagowałam…

Samochodu też nie wypożyczę, ponieważ ta niska cena, którą mi podano jest na wypożyczenie samochodu, przy minimum 3 dniach, czego ja nie potrzebuję, a więc sobie daruję.

Tym sposobem nastąpiły zmiany w moich planach, ale jestem elastyczna także byłam na to przygotowana.

385

Zaczęłam także rozpytywać o Nan Madol i wynajem łodzi, koszty są odrobinę większe niż sądziłam początkowo, ale z tego nie zrezygnuję choćby nie wiem co 😛 Organizacja jest w trakcie, więc dostanę wiadomość, kiedy będzie już wszystko ogarnięte.

Wychodząc z hotelu udałam się w górę ulicy, by dotrzeć na pocztę. Duży budynek i w środku bardzo skromny. Zajmują się chyba w zasadzie najbardziej wydawaniem oraz nadawaniem paczek, widziałam tam także sporo skrzynek pocztowych. Pocztówki kupiłam natomiast w budyneczku obok, gdzie nieopodal stał… czołg 😀 Relikt przeszłości i obecności Japończyków podczas II wojny światowej. Zardzewiały, ale nadal się trzyma 🙂

Biuro informacji turystycznej to zielony budynek, w którym sympatyczna dziewczyna wręczyła mi mapy i gdzie kupiłam sporo pocztówek. Spytałam ją o możliwość zobaczenia gdzieś tańca wojennego Ponapejczyków, ale niestety okazało się, że możliwość taka jest tylko na Dniach Kultury Pohnpei, które miały miejsce jakiś czas temu.

Spytałam też o Kubarego. Okazało się, że pomnik sobie stoi jak stał od dawna i pokierowała mnie w odpowiednią stronę. Wspomniała, że jego historię poznała niedawno od innej kobietki tam pracującej – a więc ktoś tu o nim pamiętał 😀

452

Udałam się w tamtym kierunku, jakże mogło być inaczej? 🙂 Szczerze…? Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, było to tak surrealne, że przez chwilę nie mogłam całkowicie uwierzyć XD. Cieszyłam się, że go tu znalazłam – na końcu świata i piszę to dosłownie 🙂 Tym bardziej, iż brązowe popiersie znów jest na swoim miejscu, a więc na pomniku. Kiedyś podobno zostało skradzione, a potem znajdowało się w Biurze Ochrony Zabytków gdzie przechodziło konserwację. Obecnie pomnik jest ogrodzony, prawdopodobnie by go chronić przed ponowną kradzieżą i być może zniszczeniem.

Znajduje się on w okolicy szkoły, także dzieciaki się czasem przy nim bawią, choć czy wiedzą kim jest ta osoba spoglądają na nich z brązowej płyty pamiątkowej? Nieopodal jest także Hiszpański Mur – zbudowany po powstaniu mieszkańców wyspy, aby chronić jej najeźdźców przed ponownym atakiem ze strony krajowców.

463

Stamtąd poszłam zobaczyć German Bell Tower – ruiny niemieckiej dzwonnicy. Wygląda bardzo okazale – kolejny relikt minionej przeszłości porośnięty roślinnością i przypominający zagubiony w dżungli zabytek. Obok jest lokalny kościół, typowo kolonialna budowa. Weszłam do środka, ponieważ drzwi były otwarte, a miałam nadzieję na odrobinę chłodu – chyba za bardzo mam zakodowane, że w kościołach jest chłodno… No ale tylko tych u nas XD

441

Skoro już spacerowałam, to postanowiłam dostać się gdzieś do morza (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nie jest to takie łatwe XD) i także chciałam porobić zdjęcia Sokehs Rock , czyli znaku rozpoznawczego Pohnpei. Oczywiście pogubiłam się i zapytałam o drogę w przydrożnym sklepiku. Skierowano mnie skąd przyszłam, ale po chwili usłyszałam, że ktoś mnie wołał. Pewien mężczyzna zaproponował, że mnie podrzuci. Był to Australijczyk.

-Skąd jesteś? Z Niemiec?

-Nieee, nieee – odparłam z przerażeniem, bo czy ja wyglądałam na jak Niemka…? Nooż boshe, aż tak mnie chyba los nie pokarał taką urodą XD – Z Polski-

-Ooo to powiedziałem teraz w sumie obelgę – zaśmiał się -To tak, jakby mnie obrazić, że wyglądam na Nowozelandczyka, a jestem z Australii-

Jak więc widzicie, wszędzie są podziały na przeciwne strony barykady XD

W samochodzie poczułam mocny powiew klimatyzacji przynoszący ulgę.

-Niestety ale muszę powiedzieć, że w Australii nie jest tak gorąco jak tutaj – nooo, dzięki za pocieszenie 😛

Australijczyk podwiózł mnie na drogę prowadzącą do lotniska, gdzie w końcu zobaczyłam falującą na wietrze wodę. Pan ten zdradził mi także, że to jedyne miejsce na to, ponieważ większość dostępu do morza jest ograniczona przez prywatne domy i posesje – więc teraz już wiedziałam 😀 Na Pohnpei każdy kawałek ziemi do kogoś należy.

469

Posiedziałam w tym miejscu trochę. Wydawało się być takim miejscem, gdzie miejscowi przyjeżdżali zjeść lunch, posiedzieć na ławeczkach, porozmawiać. Miałam ochotę posiedzieć na trawie pod palmą, ale przypomniało mi się, że mogę dostać kokosem w łeb, także zmieniłam miejsce 😀

467

Potem, powoli zmierzałam do hotelu uznając, że pierwszy krok ku aklimatyzacji mam za sobą. Spacerowałam powoli, przypatrując się ludziom i wyspiarskiemu życiu toczącemu się na moich oczach. A oni przypatrywali się mnie, bo trudno było nie zauważyć tę nieporadną białaskę w mojej osobie 😀

Oczywiście poszłam za daleko… Ciężko tu ogarnąć okolicę, kiedy ulice nie mają oznaczonych nazw… Nie ma jednak tego złego… Natrafiłam na rzekę, stanowiącą iście piękny obrazek wyciągnięty jakby wprost z dżungli 🙂

Wracając, kierowca z białej półciężarówki zatrzymał się po drugiej stronie ulicy:

-Znalazłaś już drogę?-

-Mniej więcej- odparłam zgodnie z prawdą, zaśmiewając się z siebie samej.

Kierowca o imieniu Dudley, wraz z kolegą zgarnęli mnie więc do samochodu i podrzucili… pod sam hotel XD Dostałam od nich numer telefonu. Nie wiem jeszcze czy z niego skorzystam, ale… któż to wie 😀

391

Wzięłam szybki prysznic – woda czasem jest ciepła a czasem nie 😀 – spędziłam trochę czasu na social mediach i… zasnęłam. To miała być drzemka, by nie burzyć mojego przestawiania się na czas tutejszy. Obudziłam się jednak przed 21.00. Było więc za późno na pójście na kolację. Cóż więc mogłam zrobić, jeśli nie iść spać dalej? Łatwiej powiedzieć… Udało mi się dwa razy zdrzemnąć, zawsze coś 🙂 Liczę, że już niebawem się przestawię na tutejszy tryb nocny.

Dziś pójdę wysłać pocztówki, kupić parę rzeczy i zobaczyć dawną plantację Kubarego (notatki piszę rano z dnia poprzedniego), gdzie spoczywa nadal jego ciało, choć nie sądzę, aby kiedykolwiek zostało odnalezione.

Postaram się dzisiaj zasnąć o ludzkiej porze i w końcu uregulować rytm działania mojego ciała na obecny czas. Teraz jednak, nim wyjdę z klimatyzowanego pokoju w piekielny oddech wyspy, zrobię jeszcze parę rzeczy, póki mi się chce 😀

424

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s