Dziennik osobisty – 20 czerwiec 2018

dnia

Swoje notatki póki co pisze rano, ponieważ wieczorem zajmuję się social media – wtedy w PL jest już dzień, więc więcej osób może zobaczyć co tam u mnie słuchać na końcu świata 🙂

417

Poszłam wczoraj na śniadanie i jakoś tak się złożyło, że zamówiłam pośród naleśników i parówek również rybę XD Ale ta ryba…! Każdy kto mnie zna, wie że uwielbiam ryby – ta była ogromna i smaczna! Niestety nie wiem jak się nazywa, ale jeśli będę miała okazję to na pewno zamówię ją jeszcze raz. Wtedy przeceniłam swoje siły i zostawiłam sporo jedzenia, ale chciałam się najeść, do planowałam dzisiaj późno wrócić.

Kiedy przechodziłam obok recepcji, dowiedziałam się, że mój wyjazd do Nan Madol oraz wyprawą łodzią odbędzie się w sobotę i niedzielę. Och! Już się nie mogę doczekać, to dopiero będzie przygoda!

Wypisałam już pocztówki więc moim pierwszym zadaniem na ten dzień było ich wysłanie. Oczywiście natychmiast po przekroczeniu progu hotelu odurzył mnie gorąc i zalała mnie fala potu.

410

Na poczcie głównej odesłano mnie do bocznego wejścia. Okazało się, że można tam także kupić drobne pamiątki, choć nic szczególnego tam nie było. Drzwi jednak były zamknięte, a różowa karteczka na drzwiach informowała o powrocie pracownika dopiero po lunchu, czyli o 1.30. Dla mnie w porządku, z tym że… była już 1.48 XD Postanowiłam zaczekać i mieć to już z głowy.

Po 10 minutach wachlowania się, aby nie roztopić się do cna, usłyszałam kogoś schodzącego z góry schodów prowadzących na piętro. Były to dwie panie. Ale żadna z nich nie wracała do pracy z lunchu, tylko pewnie dopiero coś zjeść. Kobietki, widząc że czekam, pozwoliły mi wejść na górę – czyli miejsce przeznaczone dla pracowników i poczekać w klimatyzowanym pomieszczeniu. Bardzo miło się poczułam, dostępując takiej życzliwości z ich strony.

Siedziałam tam z 15 min. i po tym czasie wróciłam na dół – drzwi były już otwarte. Pracowała tam pulchna kobietka z tatuażem kwiatu na ręce, która pochodziła z USA.

Ja wspomniałam, że mam chwilowo nadmiar Europy, a ona, że właśnie chciałaby tam pojechać. Sprzedała mi piękne znaczki na pocztówki – z rybami, rekinami, żółwiami…

Łącznie wysłałam 12 pocztówek i mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam. Pożegnałam się grzecznie i wyszłam.

Bez tytułu

Kolejną kwestię, którą chciałam mieć z głowy to pamiątki. W pierwszym sklepie było rękodzieło, ręcznie robione naszyjniki z muszelek, bransoletki czy drewniane żółwie bądź rekiny. Na mapie znalazłam jeszcze dwa inne sklepy z tym, że pierwszy nie istniał albo ja nie mogłam go znaleźć XD Drugi natomiast… Zastanawiałam się czy do niego iść. Było bardzo gorąco i nie wiedziałam czy to daleko, no i musiałam założyć, że przynajmniej raz skręcę tam gdzie nie trzeba 😀

404

Nadciągnęły chmurki przynosząc chwile ulgi, a na stacji benzynowej kupiłam zapas wody. Postanowiłam się tam przejść. Potem zamierzałam udać się na dawną plantację Kubarego.

Upał robił swoje, jednak po pół godzinie, na swoje własne zdziwienie, zaczęłam się przyzwyczajać!

Szłam wzdłuż ulicy podążając za mapą. Widoki chmur, zieleń lasów tropikalnych w oddali, toczące się życie mieszkańców obok mnie – coś niesamowitego!

Oczywiście, że nie skręciłam tam gdzie trzeba 😀 Podczas powrotu na właściwy tor zaczęło padać. Byłam jednak przygotowana i miałam parasol 😛 Mimo tego schroniłam się pod rozpadającym się palmowym domkiem w napotkanym ogrodzie botanicznym. Długo nie padało i wkrótce znów mogłam spacerować po okolicy. Przechadzałam się pośród palm robiąc zdjęcia. Miałam tam namiastkę prawdziwej dżungli. Zielono… było słychać śpiew ptaków i szelest niewiadomego pochodzenia 🙂 Jaszczurki uciekały mi spod nóg… Jest ich tu dużo, a zwłaszcza takich małych o srebrzysto-niebieskim metalowym połysku.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Potem udałam się do tego sklepu, którego nie było. To znaczy było coś, jakieś stoisko ale jedynymi pamiątkami były sztuczne kwiaty, które kobietki na wyspie wpinały sobie we włosy. Nie mogłam się oprzeć i kupiłam fioletowy 🙂 Potem, powolnym krokiem zmierzałam ku ACE CENTER, ale jakimś cudem, mijając boisko, hotel, kościół i szkołę, powróciłam do punktu wyjścia, czyli „głównej” ulicy z pocztą, biurem turystycznym oraz sklepem z pamiątkami. A skoro tak, to wstąpiłam tam właśnie, by ostatecznie mieć to z głowy.

472

Pudełko z tymi suwenirami zawlekłam do hotelu, gdzie przy okazji się nieco schłodziłam dzięki klimatyzacji. Wygląda na to, że mogę się dostosować do tej temperatury, ale nie dłużej niż na 4 godziny XD

Zdecydowałam, że jest jeszcze wcześnie więc przejdę się do marketu. Okazał się być dość blisko za hotelem. które łączyła urocza droga. Powoli zaczynam zauważać, jak wszystko jest tak naprawdę blisko, choć kiedy się nie zna terenu odległości wydają się inne.

Poza tym, mam wrażenie, że jestem tu jedyną zwiedzającą – przynajmniej obecnie. Choć widziałam kilka białych twarzy, to nie byli to podróżnicy.

306

Wracając ze sklepu, przed hotelem spotkałam dwóch chłopaczków, na oko około 10 lat. Przywitałam się z nimi, ale odchodząc usłyszałam, że coś do mnie powiedzieli. Kiedy się odwróciłam jeden z nich powtórzył: „One dollar”. Odparłam tylko stanowczo „No” i poszłam do restauracji na kolację.

Zirytowało mnie to. I w sumie to bardzo smutne, że ten nad wyraz denerwujący zwyczaj traktowania białych jako darmowych bankomatów dotarł i tu – na wyspę na krańcu świata…

Zjadłam kolację i poszłam do pokoju. Wzięłam prysznic, chwila na social media, kilka konwersacji oraz w końcu, jak człowiek, poszłam w nocy spać. Myślę, że jet lag przeszedł ostatecznie, choć obudziłam się dość wcześnie. Natomiast w nocy tak się spociłam, że rano pierwsze co zrobiłam to ponowny prysznic.

Próbuję zaplanować sobie dni. Chyba w końcu wypożyczę ten samochód, by zobaczyć Petroglify. Musze się zorientować w sprawie pływania pośród namorzyn. Jeśli się uda, to coś zaoszczędzę pieniędzy, ale nie będę nic robić na siłę, bo pewnie już tu nie wrócę więc wolałabym skorzystać z tego co mogę… Dziś idę w końcu do ACE a potem obejrzeć zachód słońca nad wodę. Wieczorem muszę popytać o sakau, gdzie mogę go nabyć, bo przecież spróbowanie go to punkt obowiązkowy. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy…

320

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. penginova pisze:

    Ciekawy zakup, aż chyba się się skusze 😀 Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s