Dziennik osobisty – 23 czerwiec 2018

dnia

Miałam tego dnia odwiedzić Nan Madol, lecz okazało się, iż plany uległy zmianie ze względu na prywatne sprawy mojego przewodnika. Musiał udać się na pogrzeb, więc zmiana była w stu procentach usprawiedliwiona.

Ja jednak postanowiłam nie zmarnować dnia i wybrać się na krótką wycieczkę, żeby zobaczyć… węgorze 😀

Kiedy szłam do restauracji, zagadnął mnie kierowca taksówki. W sumie zjawił się w odpowiednim czasie oraz miejscu. No prawie… Bo najpierw musiałam coś zjeść.

W restauracji było sporo Japończyków, sam hotel wraz z restauracją był prowadzony przez pana pochodzenia Azjatyckiego. Wybrałam się tu, żeby skosztować innego menu, niż tylko tego z mojej przyhotelowej restauracji. Okazało się także, że przy recepcji jest także sklepik z pamiątkami. Wyglądało więc na to, że pośpieszyłam się z zakupami, ale w sumie miałam to z głowy i mogłam się skoncentrować na czymś innym.

Zamówiłam rybę, bo w końcu skoro jestem pośrodku oceanu to trzeba to wykorzystać. Obiad był smaczny, dlatego postanowiłam tu jeszcze kiedyś wrócić na posiłek. Po tym jak zjadłam, udałam się na chwilę do marketu po wodę i puszkę tuńczyka dla węgorzy. Kierowca, który mnie zagadnął przed obiadem powiedział, że wtedy wszystkie węgorze natychmiast się zlecą jak pszczoły do miodu – oczywiste więc było, że musiałam kupić tę puszkę hehe

237 xxx

Paul, bo tak miał na imię mój kierowca tego dnia, a dokładniej Paul Salvador, poczekał na mnie i kiedy wyszłam z marketu mogliśmy się udać do Eels Pond, czyli stawu z węgorzami. Miałam go zapytać o nazwisko, ponieważ wydało mi się typowo hiszpańskie, domyślać się więc można było, że czasy okupacji hiszpańskiej miały wpływ na jego drzewo genealogiczne.

W sumie mogłabym złapać stopa i dostać się do tego stawu, ale stwierdziłam, że dlaczego miałabym nie dać zarobić temu sympatycznemu gościowi?

239

Jechaliśmy jakieś pół godzinki, a przez ten czas rozmawialiśmy o tym i o tamtym… 😀 Paul mówił, że kiedyś mieszkał nieopodal Nan Madol, ale nigdy nie odważył się pójść tam nocą. Wydawało się to szczere, a nie tylko takie bajdurzenie dla turystów… Potem opowiadał mi miejscową historię, której niestety całej nie zrozumiałam. Siedziałam z tyłu, więc dokładnie nie słyszałam, a jego angielski, choć bardzo dobry, to przez akcent zabierał mi chwilę na tłumaczenie XD

-Masz rodzinę?- spytał.

-Nie, to znaczy mam rodziców, siostrę i siostrzenice, ale nie mam męża czy własnych dzieci- śmiałam się – Dzięki temu w sumie tu teraz jestem, dzięki temu mogę podróżować tak daleko – przytaknął mi ze zrozumieniem.

-A Ty Paul masz żonę i dzieci?-

-Miałem, ale mnie zostawiła i wyjechała do Kentucky- odparł.

-O nie… to smutne… ale może jeszcze wróci?-

-Nie wróci. Spakowała się i powiedziała że nie wróci, a teraz już znalazła sobie tam faceta-

-Ale dzieci nie macie?-

-Nie, dzieci nie. Jakiś czas potem ja sam się wyprowadziłem, bo mieszkaliśmy razem na jej ziemi, więc nie chciałem tam zostać ani chwili dłużej-

-Tak, rozumiem… Z tego co wiem, to wiele Ponapejczyków emigruje do USA- chciałam delikatnie zmienić temat, wolałam nie zagłębiać się w jego osobiste sprawy. Nie wiedziałam, kiedy jego żona odeszła i czy to przypadkiem nie jest świeża sprawa.

-Tak, bardzo dużo. Codziennie ktoś to rozważa i dużo osób się na to decyduje. Tutaj ciężko o pracę-

-Domyślam się-

Jednak, gdy zapytałam go czy sam chciałabym wyjechać, stwierdził że nie, bo kocha to miejsce i tu jest jego dom.

187

Paul opowiadał mi także o śpiącej kobiecie, czyli górze z której wydobywała się woda, a z której piją miejscowi kiedy tędy przejeżdżają. Źródełko to ma się wydobywać spomiędzy nóg tej kobiety 😀 Widok góry przesłaniały mi palmy, ale zamysł opowieści chwytałam XD

I tak dojechaliśmy na miejsce. W zasadzie miałam przyjechać tutaj sama wypożyczonym samochodem, ale cieszę się, że wybrałam taksówkę. Ciężko znaleźć miejsce do parkowania, a sprawę utrudniają palmy, rzeki, czy też wraki samochodów porzucone na poboczach drogi. Mój kierowca natomiast był taksówkarzem, przewodnikiem ale i tłumaczem 🙂 Zawsze to fajniej mieć przy sobie kogoś lokalnego 🙂

Zaparkowaliśmy, lecz zanim poszliśmy zobaczyć węgorze, zauważyłam, że Paul… odkręca antenę i chowa ją do samochodu.

-Na wszelki wypadek- zaśmiał się, kiedy zauważył że go obserwuję z uśmiechem.

-Wiem, też mamy ten problem w Polsce- ludzie z lepkimi rączkami znajdą się wszędzie 😛

Zeszliśmy razem w dół na prywatną posesję, by dojść do stawu. Poszła z nami dziewczyna, która tu mieszkała. Biedna miała pecha, bo chyba jej przeszkodziliśmy – miała na głowie zawinięty ręcznik, więc pewnie dopiero co wyszła spod prysznica XD

236

 

Na początku było ich kilka, leniwie pływały w płytkiej wodzie, ale gdy dziewczyna otworzyła puszkę tuńczyka, która przywiozłam ze sobą, z głębin stawu wyłoniło się ich więcej i wkrótce całe stado wiło się wokół jej stóp, a kucała ona na niewielkim głazie przy stawie.

Nigdy nie widziałam węgorzy na własne oczy, a tu proszę, całe stado! Te wodne potwory zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Długie na około półtora metra wyglądały trochę jak mityczne węże z opowieści pijanych marynarzy. Kiedy otwierały paszcze, by pochwycić tuńczyka, można było zobaczyć ich uzębienie, które nie zachęcało do bliższego kontaktu z nimi 😀 Ale nie dla miejscowych, oni bowiem, czasem z tymi węgorzami pływają!!!

235

Jun – Ponapejczyk, którego poznałam dzięki portalowi społecznościowemu, napisał mi, że na Pohnpei jest klan, który czci węgorze i widzi w nich boga. Dlatego też darzy je szacunkiem.

229

Trzeba przyznać, że to dość dziwne, interesujące i zarazem fascynujące stworzenia. Mogę zrozumieć darzenie je czcią, mają w sobie coś osobliwego, nie z tego świata 🙂 Niesamowite wodne potwory.

230

Paul również miał ubaw obserwując je z daleka i paląc przy tym papierosa.

Węgorze zjadły tuńczyka i spasione odpłynęły w swoją stronę. Za możliwość oglądania tych zwierząt płaciło się 3$, na co byłam przygotowana, bo wcześniej o tym przeczytałam. Dałam tej dziewczynie 5$ i choć mówiła, że nie ma wydać, to mnie w sumie nie robiło to różnicy. Byłam tak zadowolona, że mogłam zobaczyć węgorze, iż powiedziałam jej, że nie ma sprawy.

222

Paul – mój kierowca

Następnie wróciliśmy z Paulem do samochodu i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Na moje szczęście mój kierowca zapytał, czy piłam już sakau. Odparłam, że nie choć chciałabym, lecz nie wiem za bardzo gdzie kupić.

Zadeklarował się, iż znajdzie mi dobre sakau. Wkrótce więc po drodze zatrzymaliśmy się w przydrożnym sklepiku. Kupiłam od dwóch chłopaków dwie półlitrowe butelki za 5,50$.

Paul stwierdził, że jeśli chcę to może ze mną wypić to sakau. Ja jdnak nie bardzo wiedziałam gdzie mielibyśmy to zrobić. Do swojego pokoju hotelowe na pewno bym go nie zaprosiła – mężczyźni to jednak mężczyźni, bez względu czy na tej, czy tamtej półkuli, a ja nie chciałam stwarzać potencjalnie dwuznacznych sytuacji.

Także odwiózł mnie ostatecznie pod hotel, gdzie się pożegnaliśmy. Podarowałam mu także breloczek z Polską na pamiątkę „węgorzowej turystki” XD Ostatecznie bardo fajnie  spędziłam z nim czas.

36188714_274412259773275_2554188154391232512_n

Pod hotelem stał patrol policji. Nie miałam pojęcia dlaczego. W holu recepcji jeden z oficerów korzystał z telefonu, ale ja przeszłam obok i poszłam do pokoju. Może jakaś drobna kradzież? Nie sądziłam, aby to było coś poważnego.

Patrole policji są zauważalne – nie wiem czy dlatego, że są tak potrzebne, czy właśnie dlatego jest spokojnie i bezpiecznie. O ile mi wiadomo, niezmiernie rzadkie były tu przypadki ciężkich przestępstw. Oczywiście nie ma krajów i miejscowości 100% bezpiecznych.

221 xxx

Gdy szłam na szczyt góry na wyspie Sokehs, mój kierowca zagadał do siedzącego tam policjanta i mówił mu, że tam idę. Ten z kolei pytał się, czy wyruszam tam sama. Odparłam twierdząco. Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież szlak nie był trudny i nie mógł się bać, że się zgubię. Jak się potem okazało, policję ustawiono w tym miejscu po tym, jak parę miesięcy temu miejscowy mężczyzna napadł na turystę…

Jeśli o mnie chodzi, to czuję się tu bezpiecznie. Nikt mnie nie zaczepiał, nie spotkała mnie żadna forma molestowania – czy to słowna, czy fizyczna. A wierzcie mi, tego nienawidzę…

Mężczyźni są dla mnie mili i pomocni, nie odczułam z ich strony żadnego zagrożenia, a pamiętajcie, że podróżuję sama.

Jednakże… Ostrożność nie zawadzi, nie chcę być mądrym Polakiem po szkodzie, dlatego mam swoje zasady których przestrzegam i póki co dobrze na tym wychodzę 🙂

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s