Dziennik osobisty – 26 czerwiec 2018

dnia

72Obudziłam się i zatęskniłam za Londynem… Dziwne, jednak moja relacja z tym miastem to typowa relacja kocham – nienawidzę. Nawrót uczuć do Londynu spowodowany był moim snem, ale tym się akurat nie będę tu dzielić 🙂

Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że na Pohnpei, jeśli coś chce się załatwić, to trzeba się za tym nachodzić i popytać.

Ja chciałam się udać na wspinaczkę do 6 wodospadów, ale potrzebowałam kogoś lokalnego, kto by mnie tam zaprowadził. Tak więc dostałam namiary na pewną restaurację, do której postanowiłam pojechać i porozmawiać na ten temat.

Od rana padało, no a jak to ze mną, w jedyny dzień kiedy padał deszcz,  ja nie zabrałam ani parasolki, ani nic przeciwdeszczowego.

Dlatego też tak szybko jak się dało złapałam taksówkę i pojechałam do Nett Ramen, czyli restauracji w Nett. Tam miał znajdować się ktoś, kto organizuje takie wspinaczki.

Gdy tylko przekroczyłam próg tej restauracji, poczułam się jakbym znalazła się w Wietnamie. Deszczowa aura za oknami, smętna, zielonawa rzeka i palmy ociekające deszczem… Do tego jeszcze sama restauracja była niczym azjatycki domek z kucharzem przygotowującym posiłek na oczach klientów.

38

Zapytałam o „6 waterfalls”, a szef kuchni wykonał telefon. W międzyczasie usiadłam przy stoliku i wpatrywałam się przez okno na melancholijny widok za nim.

Chwilę potem otrzymałam numer telefonu do człowieka, który się zajmuje wyprawami do wodospadów. Miałam do niego zadzwonić i umówić się.

Skoro już byłam w restauracji to stwierdziłam, że mogę zostać na obiad. Przejrzałam kartę i w związku z tym, że naszła mnie tęsknota za Europą, wybrałam spaghetti jako danie na obiad.

39

Powrót był dłuższy, a to z tego powodu, że postanowiłam wracać pieszo. Deszcz przestał padać, a ja miałam ochotę na spacer. Nastąpił teraz czas, kiedy nie miałam napiętego terminarza, mogłam więc leniwie snuć się po wyspie bez planu.

Teraz otaczała mnie ciemna zieleń po deszczu, temperatura również była idealna. Jeden z taksówkarzy zatrzymał się kiedy stałam na moście obserwując okolicę, lecz ja nie potrzebowałam pojazdu.

Dotarcie do miasta zajęło mi nawet mniej czasu niż zakładałam, choć przecież się nawet nie śpieszyłam. Być może zaczynałam się już wprawiać w piesze wędrówki przy takim klimacie…?

40

Mijałam Ace Comercial Center i wstąpiłam tam do marketu na małe zakupy. Kupowałam piwo korzenne w miejscu, gdzie kiedyś Kubary spacerował i miał swój dom. Zdałam sobie z tego sprawę i poczułam się dziwne, lecz nie w negatywnym znaczeniu tego słowa. 132 lata po jego śmierci przyjechałam na tę wyspę i podobnie jak on, nie zdawałam sobie sprawy co tu zastanę i co mnie tu spotka…

477

Jak to mawia klasyk – to wszystko się zawsze jakoś ze sobą łączy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s