Dziennik osobisty – 30 czerwiec 2018

Dzień wylotu…

Nie można się było łudzić, że taki miał nie nastąpić.

Wstałam, wzięłam prysznic i czekałam rozciągnięta na łóżku rozmyślając o wszystkim i o niczym.

Byłam trochę zdenerwowana, bo oczekiwałam gościa. Znów naszły mnie te obawy, że powiem coś głupiego, zrobię z siebie kretynkę, potknę się i upadnę tuż przed nogami Juna, którego poznałam jeszcze przed przylotem na wyspę. Udało nam się umówić na krótkie spotkanie tuż przed moim wylotem, choć pisaliśmy ze sobą nie raz na Facebooku. Pomagał mi zrozumieć kilka spraw i odpowiadał na moje pytania o Pohnpei.

Miałam dla niego mały prezent. Była to książka o Polsce w języku angielskim. Pomyślałam, że skoro ja się dowiaduję czegoś o jego kraju, to fajnie byłoby mu pokazać mój i to skąd pochodzę.

42

Wypisałam ładnie dedykację i zeszłam na spotkanie.

Niepotrzebnie się tak denerwowałam, bo okazał się fajnym facetem. Potwierdził tylko moje przypuszczenia, że mężczyźni na wyspie bardzo mi odpowiadają, jeśli chodzi o ich zachowanie wobec kobiet (mówię tylko i wyłącznie o swoim przypadku i to co mnie spotkało. Czy jako obcokrajowiec mam inne względy, czy wszystkie kobiety są tutaj tak traktowane, tego nie zdołałam zgłębić). Na pewno znajdą się i zwykłe szumowiny, jak wszędzie. Tych mężczyzn jednak, których ja spotkałam, to bardzo mili i dżentelmeńscy faceci. Nie ujmuje im to przy tym męskości, a wręcz przeciwnie. No i dodatkowo – tutaj facet to facet 😀 Naprawi samochód, złowi rybę, machnie maczetą jak trzeba. A kobiety to kobiety – noszą spódnice, wpinają kwiaty we włosy, ugotują coś, ale i przy tym pracują 😀

Podarowałam Junowi tę książkę, on zaś mnie… ręcznie robiony naszyjnik! Byłam bardzo zaskoczona i zrobiło mi się niesamowicie mile 🙂

20180630_090750

Tak naprawdę to cieszyłam się jak dziecko, ale nie mogłam skakać ze szczęścia jak głupek, a także nie mogłam wyściskać dopiero co poznanego człowieka XD

Zaprosiłam go na kawę, żeby spokojnie porozmawiać. Jednak Jun nie miał czasu, więc zrobiliśmy to na miejscu.

Pytał o wczorajszy dzień, o to czy byłam pływać kajakami itp. Podzieliłam się szybko swoimi wrażeniami.

Kiedy się pożegnaliśmy, wróciłam do pokoju i od razu założyłam naszyjnik. Następnie wyszłam z hotelu i czekałam na taksówkę, która… nigdy nie nadjechała…

Umówiłam się bowiem z Kanasae, że na 100% zawiezie mnie na lotnisko. Kiedy recepcjonistka do niej zadzwoniła, okazało się że… ona ma dzisiaj dzień wolny. Cóż… wyspiarskie życie…

330

To nie jest kraj dla zorganizowanych ludzi. Dzięki temu jednak, z dozą irytacji przez to nieporozumienie, było mi łatwiej odjechać.

Ostatecznie dotarłam do lotniska. Jest ono bardzo blisko Kolonii, więc nie stresowałam się za bardzo dojazdem. Nie wiedzieć tylko czemu, czułam się tam jakoś strasznie zagubiona.

Czy to przez podświadomą chęć nieopuszczania wyspy, czy nierozumienie tego wyspiarskiego życia, a może dlatego, że byłam zirytowana, a chaos panujący na niewielkim lotnisku tę irytację potęgował? Cokolwiek to było, znów poczułam się jak nieporadna białaska. Dopiero po przejściu kontroli bezpieczeństwa odczułam jakąś ulgę. Usiadłam na jednym z plastikowych krzesełek i zaczęłam pisać w notatniku.

Samolot miał 25 minutowe opóźnienie, jednak kiedy w końcu wyszłam na płytę lotniska dotarło do mnie, że naprawdę już opuszczam to miejsce. Zajęłam swoje miejsce w samolocie i założyłam słuchawki włączając muzykę w swoim mp3.

525 xxx

Kiedy samolot kołował, a następnie wystartował ukazując mi w oknie przestrzeń oceanu, skuliłam się w sobie, prawie przyklejona do szyby. Poczułam wzruszenie, dokładnie takie, jakie czujesz, kiedy opuszczasz miejsce w którym byłeś szczęśliwy. Niektórzy z was może go doznali…

-Głupia jestem- myślałam -Przecież nic tu nie zostawiam…?-

A jednak, nie mogłam ukryć tego wrażenia, że choć historia Kubarego została zamknięta, to moja dopiero się zaczynała…

527 xxx

Dookoła mnie rozpościerało się niebo i ocean, tworząc obraz namalowany różnymi odcieniami błękitu. I nagle, jakby na pocieszenie, zobaczyłam tęczę, która pojawiła się znikąd. Znak przymierza i nadziei – jakże poprawił mi humor. Rozglądałam się teraz zadowolona – udało mi się przeżyć przygodę, udało mi się tu dotrzeć… Cóż więc może być niemożliwego w tym, by tu wrócić? Wtedy też, jakby zapraszająco, w dole ujrzałam niewielki atol Pakin… Jest tu jeszcze tyle do odkrycia!

Mieliśmy międzylądowanie w Chuuk, potem wylądowaliśmy na Guam. Pamiętając o zmęczeniu w podróży na Pohnpei, tym razem zamiast spać na lotnisku wynajęłam pokój w hotelu na jedną noc. Nie wiedzieć czemu, intuicyjnie nie przepadam za tą wyspą. Nadal jednak interesuje mnie historia ludzi Chamorro – kiedyś tu wrócę i się rozejrzę.

526 xxx

Po zameldowaniu się poszłam poszukać jakiegoś sklepu, gdzie mogłabym kupić coś do jedzenia. Wędrowałam po zmroku chwilę z plecakiem, gdy dotarłam do sklepu, gdzie udało mi się kupić ostatniego sfatygowanego hot-doga. Do tego dorzuciłam jeszcze coś do picia, skitelsy i jabłko… Te jabłka w tej części świata jakoś „za mną chodzą”, co jest dziwne, bo zazwyczaj jadam ich bardzo mało lub wcale.

-Jesteś tutaj nowa?- zagadnęła mnie czarnoskóra, sympatyczna kasjerka.

-Tak, dopiero co przyleciałam-

-Jedna rada… Nie chodź tak z plecakiem, bo niedługo go stracisz- zrzedła mi mina –Nie, to nie to, że cię straszę, ale po prostu mówię jak jest-

-Nie mam zamiaru się tu kręcić, po prostu zgłodniałam, więc wyszłam do sklepu. Zaraz wracam do hotelu, a jutro i tak wylatuję- jeszcze miałam problemy ze słuchem po locie (nie wiem jak u innych, ale mnie czasem te problemy trzymają nawet dobę) i byłam zdekoncentrowana rozpoczynającym się jet lagiem. Zapłaciłam i wróciłam do hotelu, bacznie rozglądając się wokół siebie…

2 komentarze Dodaj własny

  1. podziwiam za odwage, by zrezygnowac z pracy, ktora nic nie wnosi glebszego w zycie, i wyruszyc za glosem marzen. Kiedy bylam mlodsza i jeszcze nie bylam w zwiazku, tez wiele razy kusilo mnie zeby wyruszyc gdzies w pojedynke, ale nie odwazylam sie. Pozniej zjezdzilismy troche swiata razem, ale zaluje ze nie zaczelam wczesniej podrozowac, wtedy gdy czulam potrzebe, ale nie mialam z kim:)

    Polubienie

    1. Czy ja wiem, czy to odwaga czy głupota bardziej? 😀 wszyscy wiemy jak jest w PL z pracą hehe Natomiast nie mogłam się oprzeć poczuciu, że na tym się świat nie kończy i dam sobie radę. Oczywiście to nie było tak, że „ooo rzucę sobie pracę” – bo miałam oszczędności. Nikomu nie wmawiam, że bez grosza przy duszy odeszłam z pracy – tak mogą robić chyba tylko nastolatki na utrzymaniu rodziców, lub ci co mają bogatych rodziców 😀 Zmiany wyszły mi na dobre, ale do tego też trzeba siły i uporu, nic łatwo nie przychodzi, choć na swoim przykładzie wiem i powtarzam innym, że da się 😀 Trzeba mieć plan i go realizować 🙂 Obecnie żałuję, że też nie zaczęłam zwiedzać wcześniej na taką skalę jak to robię obecnie – ta podróż zmieniła moje życie, jakkolwiek banalnie to brzmi 🙂 Tyle w tym dobrego, że masz swoją połówkę, a to już wielkie szczęście 🙂 Życzę wam dotarcia w najdalsze zakątki świata, które sobie wymarzycie. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s