Ostatni pirat Pacyfiku cz.1

dnia

Dzień dobry 🙂

Minęło trochę czasu odkąd tu pisałam, lecz życie postanowiło mi się nieco pokomplikować 😉 Bardzo tęsknie za Pacyfikiem, ale w chwili obecnej nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy będzie możliwość, abym tam wróciła…

Niemniej jednak postanowiłam nie rezygnować z pisania o Pacyfiku, a sam blog pozostawić dla tych, których los kiedyś zawiedzie w te rejony i może wyciągną z niego potrzebne dla siebie informacje. Być może też pojawi się tutaj relacja z innych wysp, na które mam plany wyjechać, jednak to już zupełnie inna historia… 🙂

Tymczasem chciałam się z wami podzielić dość ciekawą historią pirata z Pacyfiku. Na pewno większość z was oglądała „Piratów z Karaibów” ale ta historia, którą wam opowiem, wydarzyła się naprawdę i jest niemniej ciekawa niż ta, którą oglądaliście w kinach 🙂 Może zainspiruje ona kogoś do wyruszenia na wody Pacyfiku, jak mnie zainspirowała do tego historia Jana Kubarego.

Ostatni pirat Pacyfiku

Only_known_photograph_of_William_Henry_Bully_Hayes

Rejestr grzechów, przestępstw, oszustw, a także żon Bully’ego Hayesa, ostatniego pirata Pacyfiku, jest właściwie nie do ustalenia, wiadomo jedynie, że lista to ogromna. William Henry Hayes był Amerykaninem irlandzkiego pochodzenia. Urodził się prawdopodobnie w 1829 roku w Cleveland, w barze, który prowadził jego ojciec. Przez następne dwadzieścia lat młodzian nie wyróżnił się ani gorliwością w pracy, ani zaletami charakteru. Około 1848 roku Bully (taki otrzymał przydomek) kręcił się najpierw po złotodajnych polach Kalifornii, a następnie ruszył z San Francisco do Chin. Były to w owym czasie wybrzeża niebezpieczne, a Morze Południowochińskie pełne tajemniczych statków i ładunków, zabójstw i gwałtów. Bully Hayes zaaklimatyzował się w tym rejonie świata znakomicie i wkrótce widzimy go jako właściciela statku, który całkiem niewyjaśnionymi drogami stał się najpierw jego własnością, a potem domem i źródłem zarobkowania. Bark „Canton” otworzył imponująco długą listę statków, które Bully w następnych latach porwał, ukradł, zdobył lub zatopił.

Bully Hayes miał dość oryginalny zwyczaj zarabiania pieniędzy. Ładował on mianowicie towary jakiegoś naiwnego kupca na swój statek, potem nocą podnosił kotwicę, przez roztargnienie oczywiście zapominając za powierzony towar zapłacić. Dziewiętnasty wiek i ówczesne stosunki panujące na wodach Pacyfiku pozwalały takie sztuczki powtarzać niejeden raz.

sailing-ship-659758_960_720

Bully Hayes żeglował od Batawii po Sydney i od Singapuru po Freemantle. Wszędzie, gdzie tylko zawinął, wydawał w salonie swojego statku efektowne przyjęcia, które pozwalały mu znajdować nowe ofiary dla jego matactw. Hayes był zresztą podobno przystojnym mężczyzną, nosił bujną grzywę blond włosów i złocistą brodę. Dysponował pięknym barytonem, chował trzy białe pudle oraz tyleż kanarków. Na jego statku zawsze znajdowała się przynajmniej jedna żona, Bully należał bowiem do mężczyzn, któremu żon nigdy nie brakowało.

Awantury i przyjęcia Hayesa cieszyły się zainteresowaniem we wszystkich niemal portach Pacyfiku, a już szczególna wagę przywiązywali do tych wieści liczni wierzyciele Bully’ego Hayesa. W roku 1857 udało im się na przykład zasekwestrować statek Hayesa w porcie Freemantle i, o zgrozo, sprzedać go na licytacji za 1200 funtów. Bully zniknął na jakiś czas z portu, wyłonił się w Adelajdzie jako kupiec, ożenił się z jakąś litościwą kobietą, ogłosił bankructwo, zbiegł i znowu wypłynął, dla odmiany w Melbourne. Razem z nim pojawiły się w tym mieście: jego złocista broda, trzy kanarki i trzy pudle. Bully oczywiście i tutaj odniósł towarzyski sukces, w wyniku którego powierzono mu nawet dowództwo pięknego pełnorejowca o nazwie „Orestes”. Armator statku był na tyle przezorny, że w pierwszą podróż „Orestesa” na Hawaje dodał kapitanowi supercargo. Zaufany ten człowiek wyrzucił oczywiście złotobrodego kapitana na Hawajach, ale Bully zdołał zawładnąć już sporą gotówką, która do niedawna była w posiadaniu pasażerów pierwszej klasy, podróżujących na tym statku.

adventure-2528477_960_720

Po tej oszukańczej wyprawce Hayes pojawił się na krótko w San Francisco, gdzie w niewyjaśnionych okolicznościach naciągnął masę ludzi i „kupił” bryg „Ellenita”. Statek ten odremontował, wyposażył, załadował towarami – oczywiście wszystko na kredyt – a następnie nocą wyszedł z portu, zapominając o istnieniu wierzycieli. Był to rok 1859. Pod datą 29 sierpnia „San Francisco Herald” odnotował, że „kapitan Hayes oszukał następujące osoby: Mr. Morrisona na 300 dolarów, Mr. Hichenera na 250 dolarów, cieśli okrętowych na 880 dolarów, dostawców prowiantu i artykułów kolonialnych na 1200 dolarów, dostawców jarzyn na 300 dolarów”. Wspomniana notka podawała również, co stanowi już clou całego oszustwa, że pan Hayes jest również winien 100 dolarów za… poradę prawną!

Pościg za „Ellenitą” okazał się oczywiście bezskuteczny, bo kapitan Hayes znał się na statkach prawie tak dobrze, jak na kobietach, i wybrał dostatecznie szybki bryg. Bully mimo braku jakichkolwiek papierów statku i ładunku popłynął na Hawaje i zawinął na wyspę Maui, gdzie wchodzić nie miał prawa, ponieważ portem odprawy dla wszystkich statków było Honolulu. Hayes, jak już wiemy, nie był zbyt skrupulatny w przestrzeganiu jakichkolwiek przepisów. Tym razem jednak sytuacja stawała się trudna, bo miejscowy szeryf przybył na statek i oznajmił, że zamierza aresztować bryg i jego kapitana.

map-3409359_960_720

Koniec części 1

Fragment pochodzi z książki „Ludzie i atole” autorstwa Janusza Wolniewicza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s