Książka „Na krawędzi raju”

“Moja pierwsza wyprawa Mikronezyjska zakończyła się pełnym sukcesem. Zamknęłam historię Jana Kubarego. Książka ta jest efektem podróży, która zmieniła moje życie i która zapoczątkowała całkiem nowy rozdział w moim życiu. Dzielę się tam swoimi doświadczeniami, które może zainspirują innych i skłonią ich do znalezienia swojej drogi.”

„Na krawędzi raju” to książka podróżnicza opowiadająca o projekcie podróżniczym pod tym samym tytułem. Opisuje ona historię podróży śladem polskiego badacza Jana Kubarego. Historia jego życia jest dość skomplikowana, gdyż los rzucał go po całym świecie. Jednak obszarem jego badań najczęściej były wyspy Pacyfiku, a w szczególności Mikronezji.

Celem wyprawy była wyspa Pohnpei, na której Kubary mieszkał i miał plantację, oraz na której zmarł w niewyjaśniony dotąd sposób. Podczas poszukiwań autorka dotarła do materiałów wyjaśniających tę zagadkę, oraz tego dlaczego, gdy kilkanaście lat po jego śmierci otwarto jego trumnę, okazała się ona pusta.

Co to jest sakau? Jak się wspiąć na szczyt góry w klimacie tropikalnym i nie umrzeć? Jak ukraść psa z raju? Czy ugryzienie przez świętego węgorza to zaszczyt? Czy Kubary chciałby zostać odnaleziony i co się stanie, jeśli zostanie się na noc w tajemniczym mieście Nan Madol, o którym istnieniu gdzieś pośród dżungli, wie niewielu?Przygody, tajemnice, tropikalny klimat oraz opowieść o nieznanej wyspie i historii Polaka opisana lekko i przyjemnie.

Książka do nabycia tutaj:

1. www.bonito.pl/k-133576923-na-krawedzi-raju

2. www.sorus.pl/produkt/na-krawedzi-raju/

3. https://www.taniaksiazka.pl/autor/katarzyna-piec

4. www.gandalf.com.pl/b/na-krawedzi-raju

5. www.tantis.pl/na-krawedzi-raju-p2969931

6. http://www.dobraksiazka.pl/p,905631,na-krawedzi-raju

7. http://www.czytam.pl/k,ks_905631,Na-krawedzi-raju

8. https://www.smyk.com/p/na-krawedzi-raju-i6849695

Książka dostępna także na Allegro 🙂Dla tych, którzy są w UK również jest opcja 🙂

1. https://ksiegarniainternetowa.co.uk/…/na_krawedzi_raju…

Fragmenty:

– Siedzi wódz tutaj tak cały dzień i pilnuje Nan Madol? – spytałam, na co on przytaknął z uśmiechem.

– Ale nie zostaję na noc, wracam przed zmierzchem – dodał.

Wiedziałam oczywiście, że każdy Ponapejczyk powie, by nie zostawać w Nan Madol po zmroku. Wielu z nich nawet nie zbliżyłoby się do tego miejsca o tej porze. Jednak im więcej się takich ostrzeżeń słyszy, tym bardziej chce się przekonać na własnej skórze, czy to miasto naprawdę przejawia jakąś aktywność nocą.

– Też nie powinnaś – poradził mi, śmiejąc się. Być może wyczytał coś z mojej twarzy.

– Proszę mi wierzyć, że z moją wyobraźnią zwykły szelest palm sprawiłby, że uciekałabym w te pędy – odparłam, choć pokusa odkrycia tak wielkiej tajemnicy nie była łatwa do odparcia.

Kiedy wszystkie znaleziska Kubarego zatonęły na szkunerze „Alfred” podczas sztormu, było to oczywistym sygnałem dla miejscowych, że za naruszenie spokoju budowli, która jest siedzibą duchów, zapłaci się wysoką cenę.

Wielu mieszkańców wciąż wierzy, że jeśli zakłócisz spokój Nan Madol, ściągniesz na siebie nieszczęście, a być może i na całą ludność.

***

„Na początku było ich kilka, leniwie pływały w płytkiej wodzie, ale gdy dziewczyna otworzyła puszkę tuńczyka, którą przywiozłam ze sobą, z głębin stawu wyłoniło się ich więcej i wkrótce całe stado wiło się wokół jej stóp, a ona kucała na niewielkim głazie przy stawie.

Nigdy nie widziałam węgorzy na własne oczy, a tu proszę, całe stado! Te wodne potwory zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Długie na około półtora metra wyglądały trochę jak mityczne węże z opowieści pijanych marynarzy. Kiedy otwierały paszcze, by pochwycić tuńczyka, można było zobaczyć ich uzębienie, które nie zachęcało do bliższego kontaktu z nimi.

Ale nie dla miejscowych, oni bowiem czasem z tymi węgorzami pływali!

Na Pohnpei istnieje klan, który czci węgorze, czuje się z nimi spokrewniony i widzi w nich boga. Dlatego też darzy je szacunkiem. Trzeba przyznać, że to dość dziwne, interesujące i zarazem fascynujące stworzenia. Mogę zrozumieć darzenie ich czcią, mają w sobie coś osobliwego, nie z tego świata. Niesamowite wodne potwory.”

***

– Czy mogę spytać, tak prywatnie, po co pani tam leci? – padło pytanie z ust odprawiającej mnie dziewczyny.

Na lotnisku stres już powoli opadał. Będzie, co ma być, zdawałam się na los, a ten nigdy podczas podróży nie potraktował mnie źle, więc czemu teraz miałoby być inaczej?

– Jadę tam śladem naszego polskiego badacza, o którym zapewne nigdy pani nie słyszała – odparłam. Oczywiście wymieniłam jego nazwisko, które niewiele jej mówiło.

– I tak sama sobie pani sfinansowała tę wyprawę?

– Jak najbardziej.

Spojrzała na mnie, chyba nieco zdziwiona. Może myślała, że wysyła mnie jakiś sponsor, mam za sobą wiele mediów relacjonujących wyprawę, a prawda, bardzo przyziemna, trochę ją zbiła z tropu. Tak, jechałam na koniec świata sama, za własne pieniądze, bez szumu medialnego, za człowiekiem, który zmarł na tej wyspie ponad 100 lat temu i o którym właściwie nikt nie słyszał. Brzmi całkiem sensownie, prawda…?